Wszelkich informacji oraz zgody na wykorzystanie materiałów wizualnych udziela:

Małgorzata Udała

Marketing i PR Manager
malgorzata.udala@archicom.pl
tel. 71-78 58 819

Archicom Holding Sp. z o.o.
ul. Liskego 7
50-345 Wrocław
www.archicom.pl









Rozmowa Sylwii Chmielarz z Radia Wrocław z Kazimierzem Śródką, prezesem Archicomu:

Sylwia Chmielarz:
Kiedy we Wrocławiu Pociąg Do Nieba pojedzie do nieba?
Kazimierz Śródka: Mam nadzieje, że odfrunie przed końcem roku. Teraz czekamy na decyzje pozwolenia na budowę. Można powiedzieć ze jesteśmy prawie gotowi do instalacji rzeźby na miejscu na Placu Strzegomskim.
S.Ch.: Jednak co budować, skoro lokomotywa już jest?
K.Ś.: To jest blisko sto ton stali. To jest trochę szalone przedsięwzięcie. Nie istnieją takie dźwigi, które by podniosły taką lokomotywę. W związku z tym postanowiliśmy to zrobić metodami, które nazywam „z Wyspy Wielkanocnej”. Mamy zamiar podnieśc lokomotywę prawie tylko siłą ludzkich mięśni.
S.Ch.: Rzeczywiście, ma Pan racje, coś co jest wyprodukowane, żeby się poruszać w poziomie, trzeba teraz będzie postawić.
K.Ś.: Na początku gdy przyjedzie na niskopodwoziowych samochodach dostawczych chcemy ją z nich zrzucić. Mamy zamiar ją przetoczyć na torach. Ustawimy wstępne torowisko, a potem zaprosimy, no nie wiem, Pudziana, który pociągnie ją na linach. Chcemy nawlec parowóz na specjalny zawias, który w tej chwili konstruujemy. Na tym zawiasie uzyskamy jedną pozytywną rzecz, mianowicie połowę wagi lokomotywy. Będzie ona po odchudzeniu ważyć ok. 80 ton. Będziemy mieli więc do dźwignięcia już tylko 40 ton, skoro z jednej strony będzie zawias. Następnie mamy zamiar, przy użyciu bloczków bądź podnośników hydraulicznych, powoli podnieść ją do góry i po kolei stemplować. Tak jak to robione było dawniej, przy pomocy prostych dźwigni (tak jak budowa piramid). Lokomotywa pochodzi z 1944 roku, a jest to model TY2.
S.Ch.: Gdzie parowóz czeka na podróż do nieba?
K.Ś.: Lokomotywa przebywa obecnie w Jaworzynie Śląskiej, gdzie jest przygotowywana do tego, aby być rzeźbą. Jest to lokomotywa typowo wojskowa. Jest to jednocześnie bardzo ciekawy parowóz, który był używany do przewożenia sprzętu na front wschodni w bardzo ciężkich warunkach.
S.Ch.: Ta lokomotywa jest obecnie cała pokryta rdzą. Nie boi się Pan, że Wrocławianie będą zszokowani?
K.Ś.: Każdy w pierwszym momencie chciałby ją odnowić, ale nie o to nam chodzi. Nam chodzi o to, aby to był autentyk, autentyk, który gdzieś tam stoi i który gdzieś tam z podziemi może wylecieć w kosmos.
S.Ch.: Rdza jest ładna?
K.Ś.: Rdza jest piękna. Wszyscy staramy się zrobić wszystko takie ładne, piękne, plastikowe, przepraszam za stwierdzenie, ale chińskie. Mi się natomiast wydaje, że w tym projekcie jest taka frapująca autentyczność.
S.Ch.: Ten temat już 15 lat jest wałkowany. Czy on szokował?
K.Ś.: Szokował raczej wszystkich tych, którzy mieli wydać decyzję. W dzisiejszych czasach, gdy każde miasto szuka swojej indywidualności, znaleźliśmy tak naprawdę super klimat do tego, aby tak intrygujący pomnik postawić. Objawiał się on nie tylko w samym zarządzie miasta, ale również w otoczeniu zarządu miasta,.
S.Ch.: Niech Pan nie mówi, że to będzie konkurencja dla krasnali.
K.Ś.: Może krasnale zabiorą się razem z nami? Razem z pociągiem? Może znajdzie się jakiś krasnal maszynista?
S.Ch.: Może na końcu tej szyny?
K.Ś.: Na samej górze może przecież usiąść krasnal. Kto wie? Może krasnala też poślemy do nieba?
S.Ch.: Po co firmie takie przedsięwzięcia? Można przecież budować domy, sprzedawać mieszkania i koniec.
K.Ś.: Mamy już przecież jabłko na Jagodnie. Jest też nosorożec, który stoi przy Renesansie. Dawniej architekci robili wszystko od podstaw, prawda? Całe te otoczenie. Myślę, że my dokładnie się w to wpisujemy. Nie chciałbym, żebyśmy byli tylko architektami, którzy zajmują się obiektem, elewacją, otrzepują łapki i odchodzą.
S.Ch.: Jak Pan uważa kto powinien tak naprawdę inwestować w takie obiekty jak rzeźby? Miasto czy prywatni inwestorzy?
K.Ś.: Uważam, że miasto również powinno się angażować w tego typu projekty. Np. powodzianka. Jest to przecież akcja mieszkańców, która jest jednocześnie ważnym wydarzeniem. Myślę jednak, że pewne pomysły powinny płynąć też od strony tych, którzy chcą coś zrobić dla miasta. Tak robi większość firm w większych zachodnich, amerykańskich miastach (Np. Toronto). Tam w większości biurowców lub w plenerach miejskich stoją rzeźby znakomitych rzeźbiarzy. My preferujemy na razie rzeźby wrocławskie, tzn. rzeźbiarzy wrocławskich i sztukę wrocławską. Jest to cenne, bo wrocławskie firmy finansują wrocławskich artystów.
S.Ch.: Ale rzeźbę można przecież przewieźć daleko.
K.Ś.: Oczywiście, że można przewieźć rzeźbę daleko. Mi na razie natomiast się wydaję, że jesteśmy na etapie szukania własnej tożsamości. Każde miasto szuka jakiejś własnej tożsamości, a my przecież tą tożsamość odnaleźliśmy dopiero w latach 90-tych. Ja się nie czułem przedtem Wrocławianinem, aż tak bardzo jak dzisiaj ludzie, mieszkańcy Wrocławia poczuli się Wrocławianinami. Zdarzyło się tak, że na pograniczu centrum miasta, a Placu Strzegomskiego, była kiedyś fabryka Linkego, związana z przemysłem kolejowym. Później był tam Pafawag przez wiele następnych lat. Wrocław był, kiedyś bardzo silnym ośrodkiem produkcji urządzeń dla kolejnictwa. Dlatego można powiedzieć, że jedność miejsca i akcji nałożyła się w niesamowity sposób.
S.Ch.: Można powiedzieć, że jest to wasz ukłon w stronę przyszłości?
K.Ś.: Jest to wiązanie przeszłości z przyszłością. Sama nazwa „Pociąg Do Nieba” związana jest bardzo mocno z przyszłością, a taki zardzewiały pociąg z kompletną przeszłością.


Ściągnij rozmowę w postaci audio